Granice.

Wstajac po 7, wlasciwie wypelniam sobie ostatnie dopoludnia nauka, a potem wyjsciem na silke. Jest przyjemnie, tlumow brak! Miesnie swoje musza popracowac a ja wylaczam myslenie!

Mysle nad zeszytem z notatkami, i czuje jak mozg paruje. Godzine w bolu wytrzymam, ale dluzsze skupienie to katorga - chce od razu sie klasc i zamknac oczy. Swoja droga przypomina mi to czasy studenckie i zakuwanie godzinami, a uczuc sie lubilam!

Zaczynam lubic swoje niedoskonale cialo i cyknieta fotka w lustrze, niczym u typiary, mnie jara! Ale tylko w stroju sportowym, bo cel jest jeden - za jakis czas porownac zdjecia i oby mozna powiedziec - dajesz dajesz! Nie przestajesz! Bo poki co widac tyle ze cwicze, a chce wiecej. Wiadomo samokrytyka poziom max.


Pump! Pump! Dzis weszlam na sale, na ktorej nie bylo zajec, ale mozna bylo przy lustrach zmontowac sztange. Bawilam sie przednio!!

**
Zaczelam robic sie bardziej selektywna w kontekscie znajomych. Nie mam ich  juz za wielu, ale stwierdzilam, ze jesli ktos ma czas sie odezwac od poczatku sierpnia dwa razy, to przestaje udawac ze mi to pasuje. Cos zdecydowanie przestawilo mi sie w mozgu, i granica na bullshit tolerance znaczaco spadla. Mam dosc bycia osoba, ktora kontakt inicjuje, ktora pyta i prosi. Nie. Zwyczajnie dosc. Albo ciagniemy wozek zwany przyjaznia razem, albo ja wysiadam.

Comments

Popular posts from this blog

Pierniki

Gdzie ten snieg?

Plany na teraz i zas!