Oslo sjøbad
Spedzilam dzien na plazy! Wyciagnelam rower, i jazdaaaaa. Emeryckie tempo, zeby sie zbytnio nie zmeczyc.. byle dojechac! Nastawilam sie na opalanie - dojezdzam na plaze - psikus bo niebo siwe.. ale po godzinie zrobilo sie pieknie!! Relax, slonce - czego wiecej chciec? Moze nieco towarzystwa, ale po urlopie jestem dalej nieco przebodzcowana.. wiec to ze jest jak jest to moze i lepiej?
**
Mialam goscia na kolacje. Serwowalam chicken lollipop z salatka podana na lodeczkach w mini salacie rzymskiej! Na boku marynowane gruszki w syropie, oliwki, papryka, pestki dyni i pyszna marynata musztardowo-miodowa - smakowanie podczas przygotowywania ma swoje plusy - niezaprzeczalnie wyszlo przepyszne!! W koncu tez udalo mi sie zuzyc troche kaszy bulgur z szafki. Z wiecznych zapasow;)
Dzis bede robic leczo. Powrot do gotowania pelna para.
**
Czuc ze lato sie powoli konczy. Za duzo nad zatoka w tym roku sie nie naspecarowalam, ani nie nasiedzialam. Coz byly inne sprawy, wazniejsze sprawy.. Niby dopiero skonczyl sie lipiec, ale nagle wieczory zrobily sie chlodniejsze.. owszem dalej jest okolo 22 za dnia, ale to juz nie to samo:)

Comments
Post a Comment