Pogadane


Zakwasy powstrzymaly checi wyjscia na silke. Goraca mocha na kanapie, zamiast wysilku,  z duolingo smakowala wybornie. Cos zamiast czegos. Ramie znowu zaczelo trwac - powinnam isc do fizjo, ale na chwile obecna kasy brak na takie przyjemnosci. Tymbardziej ze zaraz musze leciec do PL i nie mam ochoty sie z tego fizjo tlumaczyc. Po powrocie - bedzie lepiej, oby.

*

Zabralam sie za porzadki w kolejnej szufladzie - to troche jak walka z wiatrakami. Ilosc bielizny nienoszonej mnie przerazila. Doslownie. Spakowalam sporo do wyniesienia na smieci. Miejsce w kawalerce jest na wage zlota. A niebawem wiosna..kupienie nowej szafy wchodzi w gre, bo sie wcisnie ale wtedy bedzie kusilo by kupic wiecej ciuchow, a daze jednak do minimalnej ilosci szmat..

**

Zaczelam proces oprozniania lodowki i powoli przymierzam sie do rozmrazania tej niewydarzonej szuflady zwanej szumnie zamrazalka.. tylko czy moje nerwy sa gotowe na takie szarpanie?? To sie okaze.

**

Wpadla kumpela, kupilam alkofree reisling i szczerze mowiac byl zacny. Pogadane, pojedzone. Bardzo fajne popoludnie.. i pierwsza buteleczka czegos od wrzesnia. Cos nowego sprobowane. 

Comments

Popular posts from this blog

Pierniki

Nowy start

Maly glod