Zielono mi..
Tym razem kwiaty przezyly. Tzn czesc lisci pozolkla, ale nic na wior nie padlo..maly sukces.. transport urodzinowego kwiatka obyl sie bez straty zycia. Jedynie przyklapl/ zagotowal sie troche w torbie. Popatrze teraz za difenbachia - jak wyjezdzalam byla w zacnej cenie, ale to bylo daaaaawno jak na warunki promocyjne, ale moze cos gdzies na Dzien Wiosny?
Pode mna sa 2 bary - wraz z pierwszymi slonecznymi podmuchami napelnily sie na zewnatrz bardzo szybko - lawki wyrosly jak grzyby po deszczu, a chetnych bylo az nadto..
**
Torbe rozpakowalam szybciej niz zajelo mi jej pakowanie, co uzmyslowilo mi ze zapomnialam wziac herbatki jagodowej do zaparzania w imbryczku! Damn it!
Jedno pranie sie wykrecilo. Teraz czas na kolejne. Przezornie nie piore juz ciuchow przed wylotem - wszystko przesiaka dymem nikotynowym. Wole wyprac raz, u siebie. Posciel tez czeka, bo od jakiegos czasu mimo przykrywania lozka kocem, wszedzie opada kurz (przez zamkniete okno) i strasznie mnie cialo swedzi.. ale na 1 noc po powrocie nie mialam juz sily nic sciagac..padlam z bolem glowy juz po 20stej.
**
Poszalalam i na sniadanie cieple buleczki byly! Polskie maslo, polski oklad - ktos kto nie mieszka 20 lat za granica nie zrozumie, ktos kto mieszka - tez chce zjesc;)

Comments
Post a Comment