Nadzieja
To matka wynalazku. I glupcow. W tym przypadku stawiam na glupcow, choc korci mnie by wstrzymac sie z finalnym stwierdzeniem jeszcze kilka dni.
Znowu czarne chmury.
Poniedzialkowa sesja neuro-psycho i moje przemyslenia niby sklaniaja sie w ta sama strone - to nie ze mna jest cos nie tak. Jednak nic tak jednak nie boli jak slowa rzucone na wiatr. Zlosc, czy nie zlosc. Pewne rzeczy, tym bardziej teraz biore bardzo do siebie.
Wypominanie mi moich reakcji na wydarzenie a lub b - przeciez tego nie zmienie. Przeszlosci nie cofne. Gdybym chciala czy nie. Nie cofne.
Pamietam gdy jak bylam nastolatka, mlodsza siostra pyskowala ze jestem slepa blabla..tak poleciala przez pokoj, ze drugi raz komentarze zatrzymala dla siebie..teraz bic sie nie bede. Ale ile mozna trzymac w sobie nim sie czlowiek zagotuje i exploduje? Oto pytanie na dzis.
**
Za oknem bylo srednio. Jakby znowu jesien. Przygnieciona jestem pogoda. Znowu. Ciezko bylo wstac, ale musialam jechac na wizyte z psychopielegniarka. Godzinne spotkanie minelo w atmosferze mojego siorpania nosem w znacznej czesci. To przygnebiajace. Placic za mozliwosc plakania przed kims. Ale coz mi zostalo? Wrocilam, wzielam tabletke nasenna, ktora jakims cudem dziala 3h. Duzo za krotko, wiec jest szansa ze zasne po kuble herbaki " na dobry sen". Byloby dobrze.

Comments
Post a Comment