Dzien jak niecodzien
Jest 11. Pije 3 juz kawe. Dospac nie potrafilam. Usiedziec na miejscu tez ciezko. Czuje niepokoj. Wielki niepokoj, ktora szasta mna na prawo i lewo.
Moze spacer pomoze. Stwierdzam - tak to na nadmiar wolnego czasu - ze nie jestem osoba, ktora zyje w przeszlosci. Jak to powiedziala pielegniarka zycie bedzie dzielic sie juz na przed i po wypadku. Nie ze chcesz, czy nie chcesz. Tak po prostu bedzie.
Chce sie jeszcze napic alkoholu, ba chce sie upic. Nie zamierzam nigdy nie tknac kropli. Biore powoli to na klate, ze wypadek zdarzyl sie w wyniku mojej glupoty/winy, ale nie moge sie biczowac z tego powodu. I nie zamierzam. Dlugodystansowo, nie zamierzam. I nie pozwole sobie by ktos mi to notorycznie wypominal. Z tego co bylo nalezy wyciagnac wnioski, zyc tym co jest.
Siedze nad woda juz godzine i zwyczajnie gapie sie na wode i slonce, ktore schodzi coraz nizej. Jest w tym jakis niebywaly spokoj. Sam fakt, ze zajdzie za horyzont.

Comments
Post a Comment