Czas leci

 Na sluchawkach, w samotnosci cwiczylo sie wybornie!!! Tylko ja i sprzet! Cudo! Nie ma jak niedzielny poranek na silce, kiedy wiekszosc ludzi jeszcze albo spi, albo odpoczywa na kacu. 

Dzis ostatni dzien vinterferie. Ostatni czas na leniuchowanie.. wracajac do domu, doslownie 15m przede mna ktos sie wylozyl na chodniku. Poleciala na plasko. Musialo bolec. W tym samym miejscu sie posliznelam, ale na szczescie udalo mi sie zlapac rownowage ( na pewniaka szlam z silowni bez kolcow, naiwna ja!) Wiec nie wyladowalam tuz obok, bo to byloby nieco problematyczne ( (tj walniecie w glowe, bo du*a to przezyje:)

Udalo mi sie juz prawie oproznic zamrazalnik. Mysle ze jeszcze wyczaruje 2 obiady i bedzie pustka. Moze w koncu rozmroze?  Dawno tego nie robilam..

**

Spacer zaliczony. Wspinanie sie po stromych zboczach uliczek nieco mnie zmeczylo, ale w kolcach moglam wchodzic ze spokojna glowa. Widoki przednie!



Panorama miasta przy zachodzie slonca wyglada bardziej spektakularnie. Ale 13 000 krokow nabite. Ostatnie 2km juz czekalam zeby byc w domu, na kanapie, z cieplym obiadem. Po porannej silce zaczelam czuc uda przy wiekszych wzniesianiach.. a to zaczelo byc meczace.

**

Planow na popoludnie brak. Poleze, podrzemie, tv - jakims cudem juz koniec olimpiady - dopiero co sie zaczela a tu juz dzis wieczorem bedzie po wszystkim. Za szybko. Dalej moje poczucie czasu jest oderwane od rzeczywistosci, a minelo juz prawie 6 mcy od wypadku.

Comments

Popular posts from this blog

Pierniki

Nowy start

Gdzie ten snieg?